Parafia NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej

Msze św. w niedziele: 
 8.00; 
10.00 – Suma Parafialna;
12.00 – Msza św. z udziałem dzieci;
18.30; 

Msze św. w dni powszednie
 7.30
18.00

Sprawy biurowe można załatwić po każdej Mszy św. zarówno w niedziele jak i w dni powszednie.

Adres:
Marynarki Polskiej 148
80-865 Gdańsk - Zielony Trójkąt
tel. 58 344 72 68

e-mail: jkuch@poczta.onet.pl

Numer konta:
18 1160 2202 0000 0000 5069 8306

24 grudnia 2017

Codzienny blog adwentowy

4. NIEDZIELA ADWENTU

Blog adwentowy 2017

W tegorocznych rozważaniach adwentowych będą nam towarzyszyć psalmy stopni. Są to pieśni, które Izraelici pielgrzymujący na święta do Jerozolimy, śpiewali wstępując ku Świątyni.
Są to psalmy radości, że oto już długa droga za nami, a przed nami upragniony cel.
Są to psalmy zwrócenia ku Bogu, do którego wytrwale wędrowaliśmy, a który jest blisko.
Są to psalmy wyjątkowego czasu, zmierzania na ważne święto do domu Boga.
Są to psalmy rychłego spotkania z Panem.
Pan przychodzi, jest już blisko, wyczekujemy Go z wielką radością!

 

24 grudnia
Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu,
Ten, który uczynił niebo i ziemię.
(Ps 134,2)

Czy może być coś piękniejszego na świecie niż matczyna miłość? I Bóg też doświadczyć tej miłości zapragnął.

 

23 grudnia
Wznieście Wasze ręce ku Miejscu Świętemu
i błogosławcie Pana.
(Ps 134,2)

Ja już nic. Tylko Miłość.

 

22 grudnia
Oto błogosławcie Pana,
wszyscy słudzy Pańscy,
którzy nocami trwacie w Jego domu.
(Ps 134,1)

Nocą w Świątyni Jerozolimskiej przebywali kapłani, których zadaniem było pilnowanie świętego miejsca. Jednak oprócz obowiązków strażników mogli oni wykorzystać nocną ciszę i pustkę przybytku na bardziej osobiste spotkanie z Bogiem.
Jezus też bardzo lubił modlić się nocami w samotności do swojego Ojca. Tylko Oni dwaj wiedzą, o czym wtedy rozmawiali.
Nam chyba raczej rzadko zdarza się przychodzić do kościoła w nocy. Jeśli już, to przy okazji najważniejszych świąt – na przykład na Pasterkę, kiedy w świątyni jest więcej ludzi niż zwykle i trudno skupić się na modlitwie. Każdy jednak, kto miał okazję choć raz adorować Chrystusa w nocy w samotności, wie, jak bardzo poruszające jest takie spotkanie z Nim.
O jakie piękne będzie to Boże Narodzenie, jeśli uda mi się spotkać z Nowonarodzonym sam na sam, w pustce i w ciszy, daleko od zgiełku, od codziennych obowiązków. Posłuchać, jak bardzo przecudowne i osobiste, i przemieniające jest to, co On chce mi powiedzieć, prosto do mojego serca.

 

21 grudnia
Oto jak dobrze i miło,
gdy bracia mieszkają razem.
(Ps 133,1)

Doskonale wiemy ze Starego Testamentu, że miłość i zgoda pomiędzy biblijnymi braćmi należały do rzadkości. Pewnie i nam, na myśl o spotkaniu przy świątecznym stole z niektórymi z bliskich nam osób, wszystko skręca się w środku – ze strachu, z niechęci, ze wstydu.
A przecież Chrystus, kiedy się rodzi, to po to, by na nowo złączyć w całość to, co się rozsypało. By pogodzić skłóconych, by zbliżyć do siebie pogubionych, by przytulić odrzuconych. Czy więc warto trwać w wieloletnich sporach, podsycać w sobie urazę, dochodzić własnych racji?
Czy nie lepiej przebaczyć, nawet jeśli to się wydaje niesprawiedliwe dla mnie? Czy naprawdę potrzebna mi jest ta cała złość, zagniewanie, nawet słuszne, poczucie krzywdy? Po co mi to? Czy naprawdę muszę zawsze bronić swojego zdania? Czy nie lepiej odpuścić – choćby po to, by dla odmiany poczuć w sercu radość, spokój, wytchnienie?
Jezus rodzi się tak samo dla wszystkich, i każdego pragnie – i potrafi – uleczyć. I wszystko może naprawić. Jeśli tylko tego chcemy.

 

20 grudnia
Pan zaprzysiągł Dawidowi
trwałą obietnicę, od której nie odstąpi:
„Potomstwo z ciebie zrodzone
posadzę na twoim tronie”.
(Ps 132,11)

Rzeczywiście, Pan nie odstąpił od swojej obietnicy. Dziesięć wieków po królu Dawidzie w jego rodzie narodził się wyczekiwany Mesjasz. A razem z Chrystusem w historię ludzkości na trwałe weszła też Jego Matka.
W Ewangelii Jezus nigdy nie nazywa Maryi swoją Matką. Zwracając się do Niej, mówi: „niewiasto”. Dlaczego? Może po to, żeby pokazać, że tak jak Maryja nie przywłaszcza sobie swego ukochanego Syna, tak i On nie chce Matki zatrzymać tylko dla siebie. Daje Jej bardzo ważne zadanie bycia Matką nam wszystkim, bo wie doskonale, że nikt nie będzie potrafił tak hojnie, jak Ona rozdzielać wśród ludzi Jego miłości.
Jezus kiedyś rozmnożył pięć chlebów i dwie ryby dla kilkutysięcznego tłumu. I Maryja robi to samo: wciąż i wciąż pomnaża miłość, którą kiedyś swoim Fiat przyjęła do serca. I która nigdy się nie wyczerpuje. Im więcej tej miłości chcesz brać od Maryi, tym hojniej Ona będzie cię nią obdarzać. Poprosisz o odrobinę, a dostaniesz dwanaście pełnych koszów.
Taka właśnie jest Maryja.

 

19 grudnia
Wyrusz, o Panie, na miejsce Twego odpocznienia,
Ty i Twoja arka pełna chwały.
(Ps 132,8)

Psalm 132 upamiętnia przeniesienie arki do świątyni – mieszkania, które obiecał Bogu wybudować król Dawid. Obietnicę tę wypełnił dopiero jego syn Salomon: zbudował w Jerozolimie świątynię, w sercu której zamieszkała arka przymierza, uważana przez Żydów za podnóżek niewidzialnego tronu Boga.
A przecież to o Maryi śpiewamy w Godzinkach: „Witaj arko przymierza, tronie Salomona”. Maryja jest jak podnóżek tronu Boga. Mówimy o Niej, że nigdy sobą nie przysłania Jezusa. Jest tak przesiąknięta Jego miłością i Jego obecnością, że sama jakby była przeźroczysta. A jednocześnie jest tym „podnóżkiem”, który wypełnia przepaść pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Tylko przez Nią możemy bezpiecznie i pewnym krokiem zbliżyć się do Chrystusa.
Bóg przyszedł do Maryi, by przez Nią dać siebie nam. Kiedy i my przychodzimy do Matki Bożej, to za każdym razem Go tam spotykamy, w Jej sercu, które On sam wybrał sobie na mieszkanie. Nie takie mieszkanie, jak świątynia Salomona, po której ślad nawet nie został. Ale trwałe i wieczne. I bardzo dobre.

 

18 grudnia
Izraelu, złóż w Panu nadzieję 
odtąd i aż na wieki! 
(Ps 131,3)

Pielgrzymowanie do Boga nie miałoby większego sensu, gdyby się nie pokładało w Nim nadziei. Po co przychodzić do Pana, w którego wszechmoc nie do końca się wierzy?
Historia Izraelitów była ściśle związana z Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba. Jego potęga niejednokrotnie kierowała losami narodu wybranego. Kiedy potomkowie patriarchów przychodzili do Świątyni Jerozolimskiej, to przynosili ze sobą całą tę historię, wspólną – ich i Boga. W historię narodu była też wpisana nadzieja wszystkich pokoleń izraelskich, że Bóg, który ich wybrał, na zawsze pozostanie ich Bogiem – bliskim i litującym się.
Ta nadzieja też i nam została przekazana. Poznaliśmy Chrystusa, Syna Bożego. I odtąd aż na wieki ufamy w Boże miłosierdzie nad nami. Nasza nadzieja nigdy się nie zachwieje, gdyż nasz Bóg jest potężny, wszechmocny i nieskończony. I kocha do granic szaleństwa.

 

17 grudnia
Wprowadziłem ład 
i spokój do mojej duszy. 
Jak niemowlę u swej matki, 
jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza
. (Ps 131,2)

W miarę zbliżania się do świętego miasta Jeruzalem serca pielgrzymów wypełniały się coraz większym spokojem. Ich myśli stopniowo zapominały o codziennych troskach i zwracały się ku Stwórcy. Dlatego pielgrzymowanie jest tak cenne, bo daje czas potrzebny na wyciszenie się przed spotkaniem z Bogiem.
I Adwent też jest takim czasem, kiedy możemy wprowadzić ład i spokój do duszy, by móc w radości przeżywać Boże Narodzenie. Tego nie da się zrobić na już. Nie można w jednej chwili wyłączyć spraw i myśli, które nas zaprzątają, i na zawołanie zacząć świętować.
Nawet niemowlę, o którym mowa w Psalmie – matki wiedzą najlepiej, jak długo czasem trwa, zanim zapłakane dziecko uda się utulić i uspokoić. Nasza dusza też potrzebuje czasu, by się ukoić. Potrzebuje pobyć dłuższą chwilę z Bogiem, by zasmakować w Jego bliskości, by poczuć się w Nim dobrze i bezpiecznie, jak dziecko w ramionach matki.

 

16 grudnia
Panie, moje serce się nie pyszni 
i oczy moje nie są wyniosłe. 
Nie gonię za tym, co wielkie, 
albo co przerasta moje sił
y. (Ps 131,1)

Stając u stóp wzbudzającej respekt Świątyni Boga, pielgrzymi z pewnością musieli sobie uświadamiać własną małość. Ale dobrze jest móc w tej małości przyjść do Ojca, który miłuje.
Nasz Bóg nie pyszni się ani nie jest wyniosły. Kiedy przychodzi na świat jako Człowiek, to po to, by dzielić z nami wszystko, co ludzkie. Nie po to, by nam okazać swoją wyższość, ale aby przytulić naszą małość, i w sobie ją przebóstwić.
Tak bardzo się o wszystko staramy, tak bardzo zabiegamy, ciągle się przejmujemy, ciągle czujemy się za tyle rzeczy odpowiedzialni. I cierpimy, bo nie wszystko wychodzi nam tak, jak byśmy chcieli. A przecież można przyjść do Boga, który miłuje, i Jemu nasze troski oddać. Nie gonić za tym, co przerasta nasze siły. Bogu to powierzyć. Zaufać, zaufać, zaufać.

 

15 grudnia
W Panu pokładam nadzieję, 
nadzieję żywi moja dusza: 
oczekuję na Twe słowo. 
Dusza moja oczekuje Pana 
bardziej niż strażnicy świtu,
bardziej niż strażnicy świtu.
(Ps 130,5-6)

Jeżeli przychodzę do Boga, przed Jego tron, albo przed Jego żłóbek – jeśli On postanowił akurat w tym żłóbku mnie przyjąć, nie na tronie – to dlatego, że pokładam w Nim nadzieję. Nie przychodziłbym do Boga, gdybym czegoś po Nim nie oczekiwał. Czego? Jego samego! Boga samego pragnie moja dusza. Oczekuje Go bardziej niż strażnicy wyczekują końca nocnej warty.
Pielgrzymi może z różnymi intencjami wyruszali w drogę do miasta świętego. Z pewnością jednak im bliżej było Jerozolimy, tym mocniej uświadamiali sobie, że ich jedynym, prawdziwym pragnieniem jest Bóg. Że bez Niego są niepełni, bo przecież On sam ich stworzył i powołał, a teraz pociąga do siebie.
Na początku Adwentu słyszeliśmy polecenie Jezusa: Czuwajcie! Jeśli ktoś czuwa, to znaczy, że czegoś się spodziewa, że wie, że coś ma się wkrótce wydarzyć, coś bardzo ważnego, i nie chce tego przegapić. Czuwajmy więc i my, miejmy nadzieję i oczekujmy Pana!

 

14 grudnia
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, 
Panie, któż się ostoi? 
Ale Ty udzielasz przebaczenia, 
aby Cię otaczano bojaźnią.
(Ps 130,3-4)

Wyobraźmy sobie pielgrzymów zbliżających się do Świątyni Jerozolimskiej: stoją już u podnóża góry, na której wznosi się Dom Boga. Za chwilę zaczną na tę górę wstępować, by się pokłonić swemu Stwórcy. Ich serca wypełnia ogromna radość, ale… jest coś, o czym muszą Bogu powiedzieć, zanim wejdą do Jego Domu. Oto są grzesznikami, niosą ze sobą, oprócz darów ofiarnych, ogromny balast słabości i win. Co mogą z tym zrobić? Jak mają przekroczyć próg świętego miejsca ze świadomością własnej nie-świętości?
Powierzyć się całkowicie Bożemu miłosierdziu! Zaufać, i nie zwątpić, że On udziela przebaczenia, że nie zachowuje pamięci o grzechach.
Nie zatrzymywać dla siebie swoich upadków. Oddać je Bogu. Złożyć je u stóp Dziecięcia. Przyjść do Narodzonego Mesjasza, opowiedzieć Mu o wszystkim, co boli, niczego nie ukrywając. Zostawić wszystkie swoje słabości przed żłóbkiem Wszechmocnego Boga i odejść wolnym, wypełnionym pokojem, radosnym, z odrodzoną nadzieją.
Po to przecież Bóg się rodzi: nie, żebyśmy my mogli coś dać Jemu, ale by On mógł nas obdarzyć swoją wielką, przedziwną miłością. Która wszystko rozumie, wszystko przebacza, przemienia, odnawia i uświęca.

 

13 grudnia
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, 
o Panie, słuchaj głosu mego! 
Nakłoń swoich uszu 
ku głośnemu błaganiu mojemu! 
(Ps 130,1-2)

Izraelici, pielgrzymując do domu Boga Abrahama, Boga Izaaka, Boga Jakuba – ich Boga, opowiadali Stwórcy o całym swym życiu i o historii swego narodu, trudnej i pełnej udręk. W swej ludzkiej bezradności wzywali Jego pomocy. A On był tuż obok i słuchał. Zawsze.
Ile razy i my wołamy do Boga, z głębokości naszego cierpienia, bezsilności, rozpaczy. Z samego dna. I takie chwile, kiedy naszą całkowitą niemoc oddajemy Jego wszechmocy najbardziej zbliżają nas do Ojca, który jest dobry i miłosierny, i kocha.
Nasza więź z Bogiem, głęboka i nierozerwalna, utrwala się w cierpieniu, jeśli potrafimy Jemu je ofiarować. Bólu niestety nie da się uniknąć, ale można go przeżywać w samotności, a można wołać do Boga, z najgłębszej nawet głębokości. A On będzie obok i wysłucha. Zawsze.

 

12 grudnia
Jeżeli Pan domu nie zbuduje, 
na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. 
Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, 
strażnik czuwa daremnie.
(Ps 127,1)

W każdym z nas jest naturalna potrzeba tworzenia, czynienia dobra, sprawiania, by świat wokół nas stawał się piękniejszy. Do tego też zostaliśmy przez naszego Ojca powołani do życia: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” (por. Rdz 1,28). Dlaczego więc cały ten nasz trud miałby być na próżno?
Jezus opowiada o człowieku, który zbudował dom na piasku: „Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7,27). Dlaczego? Czego w tym domu zabrakło? Czego brakuje naszym wysiłkom, by nie były tylko chwilowe, nie kończyły się w momencie, kiedy skończy się nasz zapał, albo kiedy już nie będziemy mieli siły się trudzić?
„Jeżeli Pan domu nie zbuduje…” Jeśli oddajemy naszą pracę, wszystko, czym się zajmujemy, Bogu, który jest wieczny, to stajemy się cząstką Jego wieczności. Tak naprawdę nie potrzebujemy nic, by dokonywać wielkich rzeczy. Tylko Boga potrzebujemy. Tak, jak Jezus zbawił świat, niczego nie posiadając, oprócz mocy Bożej i swojej woli zanurzonej w woli Ojca.
Moją mocą jest Pan!

 

11 grudnia
Zmiłuj się nad nami, Panie, zmiłuj się nad nami, 
bo wzgardą jesteśmy nasyceni
. (Ps 123,s)

Tak już jest w życiu: starasz się, osiągasz cele, stawiasz sobie kolejne wyzwania, wszystko robisz na najwyższym poziomie. I w pewnym momencie zaczynasz rozumieć, że zupełnie nie o to chodzi. Że szczęście jest zupełnie gdzie indziej.
W betlejemskiej grocie nie ma nic z tego, co człowiek mógłby wypracować własnym wysiłkiem. Jakby Jezus chciał powiedzieć: zobacz, Ja niczego nie potrzebuję, by móc do ciebie przyjść. Nie zależy mi na niczym, tylko na twojej miłości.
Kiedy nie ma miłości, to nawet milion dobrych uczynków nic nie znaczy. Musimy zrozumieć, że źródło naszego szczęścia jest w Bogu. I tylko tam.

 

10 grudnia
Do Ciebie wznoszę me oczy, 
który mieszkasz w niebie.
Oto jak oczy sług 

są zwrócone na ręce ich panów 
i jak oczy służącej 
na ręce jej pani, 
tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu, 
dopóki się nie zmiłuje nad nami
. (Ps 123,1-2)

W Boże Narodzenie wszystkie oczy zwrócone są na żłóbek. Dlaczego w tym czasie przychodzę do kościoła? Dla tradycji i z przyzwyczajenia, czy ze szczerego pragnienia serca? Czego oczekuję po Dziecięciu? Czy tego, że będzie słodkim dodatkiem do świątecznej scenerii? Czy raczej tego, że przychodzi do mnie po to, by zmienić moje życie – całkowicie i radykalnie, może niekoniecznie w taki sposób, jak ja bym to sobie wyobrażał?
„Oczy nasze zwrócone na Boga, jak oczy sług na ręce ich panów”. Czy uznaję w Chrystusie mojego Pana? Czy w ogóle uświadamiam sobie, że On nie po to w tym żłóbku leży, żebyśmy mogli powzruszać się przy śpiewaniu kolęd? Że On jest Bogiem mocnym i potężnym. Że w Nim moje zmiłowanie. Że bez Niego nie mogę żyć, nie mogę oddychać.
Że bez Niego nic.

 

9 grudnia
Pan będzie strzegł 
twego wyjścia i przyjścia 
teraz i po wszystkie czasy. 
(Ps 121,8)

Żydzi codziennie odmawiają modlitwę Szema Israel. Jej słowa, zaczerpnięte z Pisma Świętego, brzmią tak:  Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym.Będziesz miłowałPana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu” (Pwt 6,4-7).
Słowo Boga, Jego prawa, należy mieć zawsze przy sobie – w sercu, w umyśle. Należy o nich pamiętać „przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu”. Na tym polega przymierze zawarte między Bogiem a mną: ja zawsze o Nim pamiętam, a On zawsze nade mną czuwa. Strzeże mego „wyjścia i przyjścia”, zawsze mnie strzeże, „teraz i po wszystkie czasy”.
Jezus jest Słowem Boga, które stało się Ciałem. To On, Syn Boży, pragnie bez przerwy przebywać w moim sercu, kiedy się kładę i kiedy wstaję ze snu, kiedy wyruszam w podróż i kiedy powracam. Chce mnie do siebie przyciągnąć i we mnie pozostać, teraz i zawsze, i na wieki wieków.

 

8 grudnia
On nie pozwoli zachwiać się twej nodze 
ani się zdrzemnie Ten, który cię strzeże. 
Oto nie zdrzemnie się 
ani nie zaśnie 
Ten, który czuwa nad Izraelem. 
Pan cię strzeże, 
Pan twoim cieniem 
przy twym boku prawym. 
Za dnia nie porazi cię słońce
ni księżyc wśród nocy. 
(Ps 121,3-6)

Ile różnych cierpień spotyka nas w życiu. Z iloma trudnościami musimy codziennie się mierzyć. Jak często wydaje się nam, że jesteśmy na granicy zwątpienia. A jednak jest Ktoś, kto nie pozwoli „zachwiać się twej nodze”, kto przeprowadzi przez największe nawet ciemności, kto nigdy nie zasypia. Jest Ktoś, kto wie, jak ciemna i straszna może być noc, kto wie doskonale, że bez Jego pomocy można w tej nocy całkiem się pogubić, bezpowrotnie zgubić drogę.
Kiedy Izraelici pielgrzymowali do świątyni jerozolimskiej, to szli na piechotę i nocowali pod gołym niebem. Nie była to bezpieczna podróż: rabusie, dzikie zwierzęta, niemiłosierne słońce w ciągu dnia i zimne noce. Dlatego też powierzali ten czas Bożej opiece.
Ten sam Bóg, który we dnie i w nocy czuwał nad pielgrzymami udającymi się do Jeruzalem, strzeże też i nas. „Jest twoim cieniem przy twym boku prawym” wtedy właśnie, kiedy grożą największe niebezpieczeństwa. Nie usuwa trudności, ale pomaga je przezwyciężać. Nie sprawia, że będziemy żyć „długo i szczęśliwie”, ale przychodząc do naszego życia, wypełnia je miłością i poznaniem tego, co piękne, prawdziwe i nieskończone.
Jezus rodzi się na gołej ziemi, w surowej grocie, jakby chciał nam powiedzieć: Popatrz, Ja to wszystko rozumiem, wiem, jak ci ciężko, wiem, ile musisz znosić. Nie lękaj się, jestem zawsze przy tobie.

 

7 grudnia
Wznoszę swe oczy ku górom: 
Skądże nadejdzie mi pomoc? 
Pomoc mi przyjdzie od Pana, 
co stworzył niebo i ziemię
. (Ps 121,1-2)

Żydzi bardzo czekali na przyjście Mesjasza. Spodziewali się, że przywróci im wolność i pokój. Ich oczekiwania wobec Zbawiciela ograniczały się jednak tylko do tu i teraz: do tego życia, które znali. W Bogu i Jego Pomazańcu upatrywali pomocy w codzienności, żeby była spokojna i pomyślna. Żeby, jak w bajce, mogli żyć długo i szczęśliwie.
Bóg jednak pragnie nam dać o wiele, wiele więcej. Chce być dla nas nie tylko Panem, który stworzył niebo i ziemię, ale też Panem, który rozpala miłość w naszych sercach.
Chce rozbić swój namiot wśród nas, pośrodku naszego życia.
Jezus nie przyszedł na świat tylko na chwilę, żeby wykonać swoją misję i wrócić do nieba. Narodził się w Betlejem po to, by już na zawsze z nami pozostać. Byśmy nie musieli szukać Go gdzieś wysoko, w górze, ale byśmy zawsze odnajdywali Go bardzo blisko, w środku serca. Tak blisko, że bliżej się nie da.

 

6 grudnia
Proście o pokój dla Jeruzalem, 
niech zażywają pokoju ci, którzy ciebie miłują! 
Niech pokój będzie w twoich murach, 
a bezpieczeństwo w twych pałacach! 
(Ps 122,6-7)

Jak bardzo Jerozolimie zawsze brakowało tego pokoju. I wciąż brakuje! Widok żołnierzy uzbrojonych po zęby na uliczkach Starej Jerozolimy nikogo dziś nie dziwi. Niespokojnie jest tam w piątki, kiedy Muzułmanie idą do meczetu na swoje wzgórze. Niespokojnie jest w soboty, kiedy Żydzi zbierają się tuż obok, przy ścianie zachodniej. Niespokojnie jest, kiedy w kraju dochodzi do zamachu czy kolejnych zamieszek.
Po Mesjaszu oczekiwano, że przywróci swojemu narodowi wolność i zaprowadzi pokój. O pokój dla Jeruzalem modlili się pielgrzymi przybywający do Świątyni. Na świecie jednak nie będzie pokoju, dopóki nie zapanuje on w naszych sercach. Stąd, z serca, pochodzi prawdziwy pokój, a jego źródło bije w samym sercu Jezusa, Syna Bożego, Mesjasza.
On przychodzi na świat z tym pokojem. Przynosi go ze sobą, rodząc się w betlejemskiej grocie. Po zmartwychwstaniu pozdrawia uczniów zamkniętych w wieczerniku „z obawy przed Żydami” słowami: Pokój wam! I do nas też, kiedy przychodzi, to zawsze napełnia pokojem. Swoim świętym, odwiecznym pokojem.
Dlatego ta noc w Betlejem jest taka cicha i święta. Bo Jezus przychodzi.

 

5 grudnia
Jeruzalem, wzniesione jako miasto 
gęsto i ściśle zabudowane.
Tam wstępują pokolenia,

pokolenia Pańskie,
według prawa Izraela,
aby wielbić imię Pańskie. 
Tam ustawiono
trony sędziowskie,
trony domu Dawida
. (Ps 122,3-5)

Słowa psalmu są echem odwiecznej człowieczej tęsknoty – za tym, co prawdziwe, co niezmienne, co zawsze piękne. Za tym, co trwa i nigdy nie przeminie. Co było, jest i będzie, niezależnie od kruchości naszego istnienia. Za Bogiem, Stwórcą świata, moim kochającym Ojcem.
Gęsta i ścisła zabudowa, prawo Izraela i trony sędziowskie, to są rzeczy stabilne, dające poczucie stałości, bezpieczeństwa, będące punktem odniesienia dla pojedynczych osób i całych narodów. A i tak stanowią tylko nikłe odbicie niezmienności, jaką jest Bóg, który Był, który Jest, i który Będzie.
I my też, świętując Boże Narodzenie, używamy różnych symboli, żeby jakoś wyrazić to, co tak na dobrą sprawę jest niewyrażalne: nasze pragnienie zjednoczenia z Tym, który dał nam życie. Idąc w Wigilię do stajenki, niesiemy w sercu tę samą miłość, jaką nieśli synowie Dawida udający się do świętego miasta Jeruzalem. Miłość do Boga Jedynego, który pragnie nam się objawiać.

 

4 grudnia
Już stoją nasze nogi
w twych bramach, o Jeruzalem.
(Ps 122,2)

Schody prowadzące do Świątyni Jerozolimskiej były tak skonstruowane, że po dwóch płytkich stopniach następował szerszy podest. Pielgrzymi zatrzymywali się co parę kroków na kolejnych podestach i śpiewali radosne psalmy. Im bliżej domu Pana, tym wznioślejsze i przepełnione rosnącym wzruszeniem.
Boże Narodzenie jest dla nas tym, czym dla Żydów była pielgrzymka do Jeruzalem: wyczekiwanym przez cały rok spotkaniem z Bogiem. Oderwaniem od codzienności, odwiedzinami w świętym miejscu, w którym mieszka Bóg. Możliwością pobycia, przez kilka dni, w Jego domu, w Jego bezpośredniej bliskości.

 

3 grudnia
Uradowałem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana!”.
(Ps 122,1)

To wezwanie jest NAPRAWDĘ do nas skierowane: Wstańmy, idźmy na spotkanie Pana. Boga żywego i prawdziwego, który staje się dla nas Ciałem, byśmy jeszcze bliżej mogli przyjść. Dotknąć, poczuć, doświadczyć, Syna Człowieczego. On wszystko przemienia i wszystko czyni nowym. Kocha odwiecznie i wszystko swą miłością przebóstwia. Pójdźmy, z wielką radością, na spotkanie z Panem!

Joanna Czech


Zdjęcia

Stadion Młodych - Warszawa

Pielgrzymka do Kalisza, Lichenia, Brdowa i Torunia

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
35 0.13972806930542