Parafia NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej

Msze św. w niedziele: 
 8.00; 
10.00 – Suma Parafialna;
12.00 – Msza św. z udziałem dzieci;
18.30; 

Msze św. w dni powszednie
 7.30
18.00

Sprawy biurowe można załatwić po każdej Mszy św. zarówno w niedziele jak i w dni powszednie.

Adres:
Marynarki Polskiej 148
80-865 Gdańsk - Zielony Trójkąt
tel. 58 344 72 68

e-mail: jkuch@poczta.onet.pl

Numer konta:
18 1160 2202 0000 0000 5069 8306

1 kwietnia 2018

Codzienny blog

Niedziela Zmartwychwstania

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, 
nie zatopią jej rzeki. 
(Pnp 8,7)

Obyśmy i my promienieli blaskiem Poranka Zmartwychwstania. Tak, by cały świat poznał, jak dobry jest nasz Bóg, i pełen ogromnej miłości. Alleluja!

Joanna Czech

Żar jej to żar ognia, 
płomień Pański.
(Pnp 8,6)

Po tym wszystkim, co się wydarzyło, kto by się ośmielił powiedzieć, że nasz Bóg nie jest Bogiem pełnym pasji? Że jest obojętny i nieczuły, nieporuszony. Że nie płonie miłością do człowieka, nieustannie.
A tylu ludzi przechodzi bez żadnego zainteresowania obok tej wielkiej miłości, zupełnie nic ich to nie obchodzi, że Bóg kocha i wciąż zaprasza każdego do swojej miłości.
Tak często żyjemy, jakbyśmy sami musieli o wszystkim decydować, za wszystko byli odpowiedzialni, jakby od nas wszystko zależało. Jakbyśmy byli wyrocznią w każdym temacie, a nasze zdanie i nasze racje liczyły się najbardziej. I to jest przeraźliwie smutne, takie życie, bo donikąd zupełnie nie prowadzi.
Człowiek nie da rady sam wznieść się ponad siebie, wydostać się poza wymiar ziemskiego życia. I dlatego ten krzyż. A na nim żar ognia, płomień Pański, Syn Boży. Zbawiciel.

 

Wielki Piątek, 30 marca
Bo jak śmierć potężna jest miłość, 
a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol.
(Pnp 8,6)

Nadeszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. (Mk 14,41)

Tak właśnie miało się stać. Syn Człowieczy miał cierpieć i umrzeć na krzyżu.
Jego oprawcy nie mieli świadomości, że tym razem biorą udział w czymś wyjątkowym, nie w zwykłej egzekucji, jakich już wiele odbyło się podczas ich służby. Sam Jezus mówił: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).
Dla rzymskich żołnierzy Chrystus był tylko kolejnym skazańcem, na którym należało wykonać wyrok śmierci. I w miarę możliwości dobrze się przy tym zabawić. Egzekutorzy byli doskonale przygotowani do krzyżowania więźniów, wiedzieli, co po kolei ma nastąpić, jakie są poszczególne etapy wykonywania wyroku, jakie narzędzia są im do tego potrzebne.
My też doskonale wiemy, jak się przygotować do Wielkiego Piątku. Jaki po kolei jest plan działania na dzisiaj. Może i za nami musi Jezus wołać: „Ojcze przebacz, bo nie wiedzą, co czynią”. Może nam umyka to, co naprawdę dziś ważne. Bo trzeba szczęśliwie dobrnąć do nocy i już tylko czekać na poranek zmartwychwstania.
Nadeszła godzina. Jak śmierć jest potężna jest miłość. Pozwól, niech i ciebie dziś ona ogarnie!

 

Wielki Czwartek, 30 marca
Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, 
jak pieczęć na twoim ramieniu.
(Pnp 8,6)

Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej. Wtedy Jezus im rzekł: „Wszyscy zwątpicie we Mnie. (Mk 14,26-27)

Uczniowie zapewne opuszczali Wieczernik w podniosłych nastrojach. Przed chwilą dane im było doświadczyć szczególnej bliskości z ich ukochanym Mistrzem: spożywali Jego Ciało i pili Jego Krew. Pewnie czuli się siłaczami: „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (Mk 14,31).
Każdy wierzący przeżywa takie wzniosłe stany. Jednak to nie w takich chwilach umacnia się nasza miłość do Boga. O wiele ważniejsze jest, jak przyjmujemy upadki. Przecież Judasz też był Wieczerniku, jemu też udzielił się uroczysty nastrój. Który jednak szybko prysł. Judasz zdradził, Piotr się wyparł, reszta uciekła. Wszyscy, bez wyjątku, zawiedli. I to zaraz po pierwszej Komunii świętej.
To w naszych słabościach, w osamotnieniu, w poczuciu niemocy Syn Boży kładzie nas jak pieczęć na swoim sercu. Wcale nie wtedy, kiedy nam się wydaje, że możemy góry przenosić. Ale wtedy, kiedy wołamy do Niego z głębokości.

 

Wielka Środa, 28 marca
Zeszłam do ogrodu orzechów, 
by spojrzeć na świeżą zieleń doliny, 
by zobaczyć, czy rozkwita krzew winny, 
czy w kwieciu są już granaty. 
(Pnp 6,11)

A od figowego drzewa uczcie się przez podobieństwo! Gdy jego gałązka staje się soczysta i liście wypuszcza, poznajecie, że zbliża się lato. Tak samo i wy, kiedy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. (Mt 24,33-35)
Kiedy Słowo stało się Ciałem, Syn Boży przyszedł na świat, to wtedy wypełnił się czas. Zaczęło dziać się to, na co od wieków oczekiwał naród wybrany, gdyż zostało im to zapowiedziane przez proroków, do których przemawiał sam Bóg.
Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Jego uczniowie – kiedy już ostatecznie uwierzyli, że On jest Mesjaszem, który miał przyjść – spodziewali się, że królestwo Boże zaraz nastanie. Tak przecież mówił sam Jezus!
Ale czy Boże królestwo nie trwa już, tu i teraz, w nas? Czy nie doświadczamy go za każdym razem, kiedy zbliżamy się do Niego, kiedy On daje nam poznać swą bliskość? Za każdym razem, kiedy rozpala w nas swą miłość.

 

Wielki Wtorek, 28 marca
Gdy król wśród biesiadników przebywa, 
nard mój rozsiewa woń swoją.
(Pnp 1,12)

A gdy Jezus był w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, i siedział za stołem, przyszła kobieta z alabastrowym flakonikiem prawdziwego olejku nardowego, bardzo drogiego. Rozbiła flakonik i wylała Mu olejek na głowę. A niektórzy oburzyli się, mówiąc między sobą: «Po co to marnowanie olejku? Wszak można było olejek ten sprzedać drożej niż za trzysta denarów i rozdać ubogim». I przeciw niej szemrali. (Mk 14,3-5)

Prawdziwy olejek nardowy rzeczywiście był bardzo drogi. Mały flakonik kosztował ponad trzysta denarów, czyli ponad trzysta dniówek pracy. Ile to na nasze? Kilkadziesiąt tysięcy. Co można za taką kwotę kupić? Samochód? Co jeszcze?
Ale przecież teraz jest czas, kiedy należy odłożyć na bok nasze praktyczne kalkulacje, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Tak już wygląda nasze życie, że nie da się uwolnić od finansów, od przyziemnych spraw.
Teraz jednak jest czas wyjątkowy. Król zasiada za stołem z biesiadnikami. I jest to uczta wyjątkowa, bo już za kilka dni wydarzy się coś, co całkowicie zaważy na losach ludzkości. Syn Boży zbawi świat.
Jezus mówi: „Mnie nie zawsze macie przy sobie”. Ale teraz On jest blisko nas, pragnie być blisko nas, tak, jak sobie nawet tego nie wyobrażamy. Bo przecież nas wybawił do życia wiecznego, to dlaczego nie chciałby też dać nam się poznać, w całej swojej chwale.
Dlatego teraz On jest na pierwszym miejscu, i niech tak pozostanie.

 

Wielki Poniedziałek, 26 marca
Podziwiają ją dziewczęta i zwą ją szczęśliwą, 
królowe i nałożnice ją wysławiają: 
«Kimże jest ta, która świeci z wysoka
jak zorza, 
piękna jak księżyc, jaśniejąca jak słońce, 
groźna jak zbrojne zastępy?» 
(Pnp 6,9-10)

Kogo naprawdę podziwiamy? Kto jest naprawdę szczęśliwy? Skąd bierze się blask, który bije od niektórych osób, piękny jak księżyc, jaśniejący jak słońce, groźny jak zbrojne zastępy? Co jest źródeł prawdziwej siły człowieka?
Co jest źródłem mojej siły? Kiedy jest mi bardzo trudno, kiedy mój krzyż przygniata mnie do ziemi, kiedy wszystko się sypie, to gdzie szukam oparcia? W czym? W kim?

 

Niedziela Palmowa, 25 marca
Jedyna jest moja gołąbka, moja nieskalana, 
jedyna swej matki, 
wybrana swej rodzicielki. 
(Pnp 6,9)

Izraelici mogli szczycić się tym, że byli narodem wybranym Boga, Jego jedynym, umiłowanym ludem. A przecież dla Boga każdy człowiek, bez wyjątku, jest tym jedynym, wybranym i umiłowanym. Nie ma takiej osoby na świecie, nie było i nigdy nie będzie, która by mogła o sobie powiedzieć, że jej Bóg nie kocha, że ją odrzuca, odsuwa od siebie, nie chce jej znać.
Każdy człowiek, którego Bóg zaprasza do przyjaźni ze sobą, i który to zaproszenie przyjmuje, doświadcza wielkiej, czułej troski Ojca, w różnych, najdrobniejszych szczegółach codziennego życia. I nawet kiedy jest trudno, kiedy jeden krok do przodu, a dwa w tył, to pozostaje świadomość, że On w tym wszystkim JEST, że konsekwentnie do siebie prowadzi, coraz bliżej.
I Jego miłość przejawia się na milion cudownych sposobów, często wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

 

Sobota, 24 marca
Piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak Tirsa, 
wdzięczna jak Jeruzalem, 
groźna jak zbrojne zastępy. 
Odwróć ode mnie twe oczy, 
bo niepokoją mnie.
(Pnp 6,4-5)

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia». (Łk 19,41-44)

Jezus wjeżdża do Jerozolimy po królewsku, witany okrzykami „Hosanna!”. On jednak nie daje się ponieść entuzjazmowi tłumu. Zatrzymuje się na zboczu Góry Oliwnej i płacze nad piękną Jerozolimą, z której już wkrótce nie zostanie kamień na kamieniu. Podobnie jak po Tirsie, pierwszej stolicy północnego królestwa Izraela.
Oni jeszcze tego nie wiedzą, ale w oczach mieszkańców Jerozolimy, radośnie witających przybywającego na Paschę Mesjasza, już odbija się śmierć, zagłada, zniszczenie. Chrystus o tym wie, widzi nieuniknione nieszczęście w spojrzeniu tych ludzi, dlatego płacze nad miastem. Bo nie poznało w ten dzień tego, co służy pokojowi.
A przecież i za nich, za mieszkańców Jerozolimy, Jezus umiera na krzyżu. Ich też zbawia i pociąga do siebie, jak wszystkich ludzi na całej ziemi. Choć to wydaje się niepojęte, to jednak tak właśnie jest.

 

Piątek, 23 marca
Miły mój zszedł do swego ogrodu, 
ku grzędom balsamicznym, 
aby paść stado swoje w ogrodach 
i zbierać lilie. 
Jam miłego mego, a mój miły jest mój, 
on stado swoje pasie wśród lilii. 
(Pnp 6,2-3)

Pasterz woła swoje owce po imieniu i wyprowadza, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. (J 10,3-4)

Jezus mówi o sobie, że jest dobrym pasterzem. Bramą owiec – do zbawienia. Że przyszedł po to, żeby owce miały życie, i to w obfitości. Że swoje życie za nie ODDAJE. Zna swoje owce, a one znają Jego. A te, które jeszcze Go nie znają, też przyprowadza do jednej, wspólnej owczarni.
Historie miłosne czasem kończą się tragedią: jedno lub dwoje ukochanych giną, bo ktoś nie może zgodzić się na to, by byli razem. Synowi Bożemu jednak nikt nie zabiera życia. On sam je daje, by potem znowu odzyskać.
Dlatego nie powinniśmy mówić, że zbawienie przyszło przez krzyż. Przyszło przez miłość. Bo gdyby przez krzyż, to by znaczyło, że Jezus został pokonany, że przegrał, że się nie wybronił przed śmiercią. A On, sam od siebie, z miłości. Ma moc oddać życie, i ma moc je odzyskać (J 10,18). Syn Boży „ma życie w sobie samym”, podobnie jak Jego Ojciec (J 5,26). I z miłości tym życiem dzieli się z nami.
Jam miłego mego, a mój miły jest mój.

 

Czwartek, 22 marca
Dokąd odszedł twój umiłowany, 
o najpiękniejsza z niewiast? 
W którą zwrócił się stronę miły twój, 
byśmy go wraz z tobą szukały?
(Pnp 6,1)

Uczniowie, nawet kiedy przebywali z Jezusem, nie zawsze rozumieli to, co mówił i robił. Wiele rzeczy wyjaśniło się dla nich dopiero po zmartwychwstaniu Syna Bożego. Dopiero wtedy różne zdarzenia związane z Mesjaszem ułożyły im się w całość historii zbawienia.
W naszym życiu też tak jest, że czasem spotykają nas zdarzenia, których zupełnie nie rozumiemy. Mogą się wydawać przypadkowe, nieplanowane, inne niż chcieliśmy. I dopiero po jakimś czasie, kiedy będziemy zastanawiać się nad ich sensem, to możemy zrozumieć, że one czemuś służyły. Że prowadziły nas do spotkania z Chrystusem, do poznania Go.
Może być tak, że kiedy nam się zdawało, że szukaliśmy Go bezskutecznie, tu i tam, a Jego nigdzie nie było, to właśnie wtedy On sam prowadził nas do siebie swoją drogą. Bo drogi Jego nie są naszymi. I myśli Jego nie są naszymi.
Nie zawsze jesteśmy najbliżej Jezusa wtedy, kiedy to nam się wydaje, że tak jest.

 

Środa, 21 marca

Jakiż to jest ten twój miły z najmilszych, 
o najpiękniejsza z niewiast? 
(Pnp 5,9)

Oblubienica z Pieśni nad pieśniami przyrównuje każdą część ciała swego ukochanego do najwspanialszych minerałów, szlachetnych kamieni, wyniosłych drzew. Wiadomo, zakochana.
A Jezus Chrystus, Syn Boży, nasz Zbawiciel. Ten, który ukochał nas najbardziej na świecie. Jaki jest On, „miły z najmilszych”?

Nie miał On wdzięku ani też blasku,
aby na Niego popatrzeć,
ani wyglądu, by się nam podobał.
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
(Iz 53,2-3)

Gdyby nie Jego miłość na krzyżu, skąd ludzie by wiedzieli, jak kochać naprawdę?

Taki jest miły mój, taki jest przyjaciel mój,
córki jerozolimskie!
(Pnp 5,16)

 

Wtorek, 20 marca
Ja śpię, lecz serce me czuwa:
Cicho! Oto miły mój puka! 
(Pnp 5,2)

W Ewangelii wg św. Marka, bezpośrednio przed rozpoczęciem wydarzeń męki i zmartwychwstania, Jezus poucza swoich towarzyszy o potrzebie czujności: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!” (Mk 13,35-37)

Już niedługo rozpocznie się Wielki Tydzień. My też potrzebujemy czujności. Nie jesteśmy reżyserami Triduum Paschalnego. Nie potrafimy przewidzieć, co w tych dniach się dla nas wydarzy: kiedy, w jaki sposób, przez jakie zdarzenie Pan do nas konkretnie zapuka.
Oblubienica z Pieśni nad pieśniami wyczekuje swego ukochanego nawet we śnie. W końcu jednak, kiedy ten przychodzi, dziewczyna zbyt długo waha się czy mu otworzyć. Oblubieniec nie czeka, znika, a z niej „odchodzi życie”. Szuka go potem rozpaczliwie, „chora z miłości”, ale nie znajduje.
Pan sam wybiera, w którym momencie zechce do nas zapukać. Nam pozostaje tylko czuwać.

 

Poniedziałek, 20 marca
Tyś źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych 
spływających z Libanu.
(Pnp 4, 15)

Świat, który stworzył Bóg, był idealny, do najdrobniejszego szczegółu. Tyko człowiek taki nie był. Bóg nie uczynił nas doskonałymi, nieomylnymi, pozbawionymi słabości. Ale to właśnie nas kocha najbardziej ze wszystkich dzieł, których dokonał.
W rajskim ogrodzie to Adam i Ewa byli dla Boga najważniejsi. Bez nich, po pierwszym grzechu, Eden nie był już tym samym miejscem. Kiedy jednak tych dwoje uległo pokusie, Stwórca nie uczynił sobie kogoś lepszego, żeby ich zastąpił w raju, kogoś niezdolnego do nieposłuszeństwa. Zamiast tego zrobił wszystko, by człowiek mógł do Jego domu powrócić.
Bóg jest wierny sobie na zawsze. I Jego miłość do ciebie jest na zawsze. Cokolwiek by się nie zdarzyło, zawsze będziesz dla Niego najważniejszy. I On zawsze, do końca, będzie o ciebie walczył.

 

Niedziela, 18 marca

Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico, 
ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym.
(Pnp 4,12)

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi
pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! 
Przyjaciel mój miał winnicę
na żyznym pagórku.
Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni
i zasadził w niej szlachetną winorośl;
pośrodku niej zbudował wieżę,
także i tłocznię w niej wykuł.
(Iz 5,1-2)

Ogród to obraz czułej Bożej troski o człowieka. Jak kochający ojciec, Bóg umieścił swe dzieci w pięknym ogrodzie, gdzie niczego nie brakowało i gdzie było bezpiecznie. Człowiek jednak wolał pójść w szeroki świat…
W swoich przypowieściach Syn Boży często odnosi się do obrazu ogrodu, winnicy, pielęgnowanej przez właściciela. Kiedy opowiada o winnicy i winoroślach, to w Jego słowach słychać tę samą troskę i czułość, co u Jego Ojca, kiedy stwarzał świat. Podobnie jak u proroka Izajasza. I cóż z tego, że winnica wydaje cierpkie owoce? Wciąż jest Bożym ogrodem, Jego „oczkiem w głowie”.
A my jesteśmy Jego szlachetną winoroślą.

 

Sobota, 17 marca
Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, 
oczarowałaś me serce. 
(Pnp 4,10)

Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu. (Mt 27,57-61).

Miłość skłania nas do tego, by dawać innym więcej niż to konieczne.
Józef z Arymatei owinął skatowane ciało Jezusa w czyste płótno. Przecież nie musiał szukać czystego – i tak za chwilę przesiąkło krwią i brudem. Złożył to ciało w nowym grobie. Też nie musiał. Mógł je pochować gdziekolwiek, nie w nowym grobowcu, który wcześniej przygotował z myślą o sobie.
Maria Magdalena i druga Maria, kiedy wszyscy się rozeszli, pozostały, siedząc naprzeciw grobu. Na pewno nie musiały, nie było takiego obowiązku.
Oblubieniec mówi do oblubienicy: „Oczarowałaś me serce”. To wszystko wyjaśnia, nie tylko zachowanie zakochanego mężczyzny z Pieśni nad pieśniami, ale też odruchy serca Józefa i obu kobiet z Ewangelii Mateusza.
Czy przychodzę do Chrystusa i rozważam Jego mękę dlatego, że oczarował moje serce?

 

Piątek, 16 marca
Nim wiatr wieczorny powieje 
i znikną cienie, 
pójdę ku górze mirry, 
ku pagórkowi kadzidła. 
(Pnp 4,6)

W Biblii nowy dzień zaczyna się o zachodzie słońca. Jest w tym nadzieja przebudzenia: noc tak naprawdę nie jest końcem dnia, a jedynie poprzedza świt. To bardzo ważna informacja dla tych, którzy tracą nadzieję: noc zapowiada poranek.
Kiedy Jezus z uczniami wyszli z Wieczernika, kierując się w stronę Góry Oliwnej, to dla nas jest jeszcze czwartek, ale dla nich już był kolejny dzień. Ostatnia Wieczerza, pojmanie w Ogrójcu, sąd, droga na Golgotę i śmierć na krzyżu, to wszystko wydarzyło się jednego dnia. Moglibyśmy dodać ciąg dalszy do opisu stworzenia świata: i tak upłynął wieczór i poranek, dzień Męki.
Może ten fakt nie ma większego znaczenia, ale chodzi o to – to bardzo ważne – żeby wyjść ze schematów myślenia, żeby nie rozważać Pasji Chrystusa rutynowo, rok w rok tak samo. Przecież wiem, co się wydarzy po kolei, i już tylko wyglądam rezurekcyjnego końca.
Zbliża się Triduum Paschalne. Daj się zaskoczyć Jezusowi. Niech ci się nie wydaje, że już wszystko o Nim wiesz.

 

Czwartek, 15 marca
Szyja twoja jak wieża Dawida, 
warownie zbudowana; 
tysiąc tarcz na niej zawieszono, 
wszystką broń walecznych. 
(Pnp 4,4)

Król Dawid był wielkim królem i niezwyciężonym wojownikiem. To on pokonał Goliata, stoczył wiele zwycięskich bitew i zdobył niezdobytą Jerozolimę. A jednak był słaby, jak każdy inny człowiek. I ulegał pokusom. Naród wybrany nie mógł oprzeć się na Dawidzie i w nim złożyć swoją ufność i nadzieję. Dawid był śmiertelny. Był tylko człowiekiem.
Każdy człowiek, nawet wybrany przez Boga, pociągnięty przez Niego do szczególnej bliskości, obdarzony przez Pana wyjątkowymi zdolnościami i ważnym zadaniem do wykonania, jest słaby. I ulega pokusom. I musi mierzyć się ze zwątpieniem, z codziennością. Z poczuciem, czasem, bycia starszym bratem – z przypowieści o miłosiernym ojcu. Tym, który dzień w dzień służy swemu ojcu i czasem zwyczajnie ma już tego dosyć: nie widzi efektów swojej pracy, wydaje mu się, że jego ojciec bardziej interesuje się kimś innym niż tym synem, który zawsze jest przy nim.
W takiej codzienności właśnie wyrabia się świętość. I prawdziwe piękno człowieka.

 

Środa, 14 marca
O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, 
jakże piękna! 
Oczy twe jak gołębice 
za twoją zasłoną.
Włosy twe jak stado kóz
falujące na górach Gileadu. 
(Pnp 4,1)

Próbując wyrazić wyjątkowe piękno, sięgamy do porównań. Ale tak naprawdę żadne słowa, żadne porównania nie są w stanie oddać zachwytu, jaki przeżywamy, stając twarzą w twarz z prawdziwym pięknem.
Piotr i dwaj inni uczniowie nie potrafili nic sensownego powiedzieć, kiedy ujrzeli swego przemienionego Mistrza, którego twarz jaśniała jak słońce, a odzienie stało się białe jak światło, i o którym głos z obłoku oznajmił: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 17,1-8).
Kardynał Stefan Wyszyński mówił, że każda prawdziwa miłość musi mieć swój Wielki Piątek. W relacji człowieka z Synem Bożym jest tak, jak w każdej innej miłości: jest zachwyt i euforia, i próba cierpienia. Jest góra Tabor i góra Golgota.
Jest głowa oparta na piersi i stanie pod krzyżem.
Jezus mówi do ciebie: „Weź swój krzyż i idź za Mną”. Takie zaproszenie kieruje do każdego, kto z Nim pragnie związać swoje życie.

 

Wtorek, 13 marca
Wyjdźcie, córki jerozolimskie, 
spójrzcie, córki Syjonu, 
na króla Salomona w koronie, 
którą ukoronowała go jego matka 
w dniu jego zaślubin, 
w dniu radości jego serca.
(PnP 3,11)

Żeby podkreślić wagę zaślubin, dzień radości jego serca, oblubieniec – król Salomon – zakłada królewską koronę.
Jezu Chrystus, Syn Boży, Król królów i Pan panów tylko raz miał na głowie koronę. Tylko raz, ale też w najważniejszym dniu swego życia. W dniu radości Jego serca. Przecież, na pewno, mimo okrutnego cierpienia, na myśl o którym poprzedniej nocy pocił się krwią, radował się z tego, że zbawienie już tak blisko.
Dzień zaślubin, w którym nabył nas sobie na własność za cenę własnej krwi.
Kiedy, już wkrótce, będziemy na nowo przeżywać Mękę Chrystusa, oczekując Paschy, to bardzo ważne jest, żeby pamiętać, że On tam, na tym krzyżu, w koronie z cierni, dlatego, że sam tak chciał. Wybrał tę drogę w wolności i z miłości. I trzeba, żebyśmy z tą świadomością – wolnego wyboru Syna Bożego – rozważali, co Jego Pasja dla nas znaczy. Do niczego nie prowadzi stawanie pod Jego krzyżem w poczuciu powinności.
Przychodzić do Ukrzyżowanego można tylko w wolności ludzkiego wyboru, tak jak i On w wolności na tym krzyżu zawisł.
Trwam przy Nim, bo tego właśnie pragnę. Chcę tu być, i nigdzie indziej. Przy Nim.

 

Poniedziałek, 12 marca
Tron uczynił sobie król Salomon 
z drzewa libańskiego: 
podnóżek zrobił ze srebra, 
oparcie ze złota, 
siedzenie wyścielone purpurą, 
a wnętrze wykładane hebanem.
(PnP 3,9-10)

Oblubieniec czeka na przybywającą oblubienicę. Przyjmuje ją, siedząc na wspaniałym tronie wykonanym z egzotycznego drewna, srebra, złota i purpury.
A na jakim tronie oczekuje nas Chrystus? Kiedy do Niego przychodzimy, poruszeni do głębi Jego nieskończoną miłością i własną słabością i niewystarczalnością, to jakiego Go spotykamy?
Rozciągniętego na krzyżu.
Ale do takiego właśnie Boga może się odważyć przyjść każdy grzesznik, świadomy swojej winy i do wnętrza serca dotknięty wszechmocą Boskiego miłosierdzia. Przed Nim, przybitym do krzyża, może upaść na kolana, żeby zacząć wszystko na nowo. Po raz pierwszy, albo może siedemdziesiąty siódmy.
W starożytnym Izraelu na czas uroczystości weselnych rozbijano dla małżonków specjalny namiot, w którym rozpoczynali swe życie małżeńskie.
Kiedy Słowo stało się ciałem, rozbiło namiot pośród nas, by z nami BYĆ i by nas do siebie pociągać. By nas sobie poślubiać.
Kiedy grzesznik, szczerze skruszony, klęka pod krzyżem, to Chrystus otacza go swoim namiotem, by mówić prosto do jego serca. By objawiać mu swoją przedziwną miłość. Która nigdy się nie kończy.

 

Niedziela, 11 marca
Oto lektyka Salomona: 
sześćdziesięciu mężnych ją otacza 
spośród najmężniejszych Izraela. 
(PnP 3,7)

Oblubieniec z Pieśni nad Pieśniami jest przyrównany do króla Salomona, z całym jego przepychem. W historii narodu wybranego nie było potężniejszego władcy od niego. A co mówi o Salomonie Jezus? Że lilie na polu, które nie pracują ani przędą, są piękniej ubrane niż on (Mt 6,28-29). Chrystus przynagla nas do tego, byśmy nie troszczyli się zbytnio o codzienność, ale w pierwszej kolejności zabiegali o królestwo Boże i jego sprawiedliwość (6,31-34).
On sam, Jezus Chrystus, Syn Boży, który przyszedł głosić nam królestwo swego Ojca, buduje autorytet zupełnie na czym innym niż władcy tego świata: na prawdzie, miłości, miłosierdziu, przebaczeniu. Czy to możliwe, by królestwo opierające się na takich „zasobach” przetrwało? We współczesnym świecie?
Chyba jednak tak. Skoro ja mam zabiegać najpierw o królestwo Boże, to jakich narzędzi mogę używać do tego celu? Właśnie takich, które są pod ręką, dostępne dla każdego, kto tylko zechce się nimi posłużyć: prawdy, miłości, miłosierdzia, przebaczenia. Nawet jeśli wszystkiego innego zabraknie, to te „zasoby” nigdy się nie wyczerpią. Zawsze mam ich pod dostatkiem. I tylko ode mnie zależy czy i na ile będę chciał z nich korzystać.

 

Sobota, 10 marca
Kim jest ta, co się wyłania z pustyni? (PnP 3,6)

Pustynia jest bardzo ważnym etapem w procesie powracania człowieka do Boga. Jest tym wszystkim nienazwanym, niewytłumaczalnym, co się w nas dzieje, kiedy spotykamy Boga i rodzi się w nas pragnienie, by się do Niego zbliżyć.
Człowiek, który wyłania się z pustyni, po samotnym pokonaniu wielu kilometrów pustki, nie jest już tym, który postawił pierwsze kroki na piasku. To, co się wydarzyło w międzyczasie, to tajemnica jego osobistej relacji z Bogiem.
Z pustyni wyłania się oblubienica, a na jej spotkanie wychodzi stęskniony oblubieniec. Ten czas między wyruszeniem, a dojściem do celu – do spotkania z Oblubieńcem – jest bardzo ważny. To w zasadzie całe ludzkie życie, które jest drogą powrotną do Ojca.
Syn marnotrawny, kiedy trwonił majątek, zapewne ani razu nie pomyślał o ojcu. Kiedy jednak postanowił powrócić, to im bliżej było domu, pewnie tym bardziej przypominał mu się ojciec i czasy, kiedy jeszcze byli razem.
Tak samo i my, kiedy się nawracamy, kiedy kierujemy nasze kroki ku Bogu, to im bliżej Jego, tym bardziej staje się Nim przesiąknięte nasze życie. A On czeka, i wygląda naszego powrotu, na drugim końcu pustyni.

 

Piątek, 9 marca
Nie budźcie ze snu, nie rozbudzajcie ukochanej, 
póki nie zechce sama.
(PnP 3,5)

Jezus, dokonując cudów, często przykazywał ich świadkom, by nikomu nie opowiadali o tym, co widzieli. Kiedy po jednej z Jego mów część towarzyszących Mu osób postanowiła jednak się wycofać, Chrystus pytał Apostołów czy oni też chcą odejść. Żeby być uczniem Jezusa, trzeba samemu tego pragnąć. Nikogo nie można zmusić, by wierzył. Rozumie to każdy, kto sam doświadczył osobistego spotkania z Synem Bożym: nikogo nie można przymusić do tej miłości. Religijność, zwłaszcza nakazana, może mieć niewiele wspólnego z wiarą.
Wiara jest przepiękna. Jest poznawaniem, bardzo głębokim i osobistym, Tego, który Jest – Jest odwiecznie i staje się we mnie, wtedy, kiedy ja sam tego zechcę, kiedy świadomie będę tego pragnął.

 

Czwartek, 8 marca
Znalazłam umiłowanego mej duszy, 
pochwyciłam go i nie puszczę.
(PnP 3,4)

Kiedy Jezus wychodzi na spotkanie Marii Magdalenie w ogrodzie o poranku zmartwychwstania, mówi jej: „Nie zatrzymuj Mnie” (J 20,17). Jego miłość nie polega na tym, żeby Go zatrzymywać tylko dla siebie. On jest Synem Bożym i Zbawicielem dla wszystkich. Jego miłości nigdy nie ubywa, ale pomnaża się tym bardziej, im bardziej dzielimy się nią z innymi.
Dlatego Zbawiciel wysyła Marię do swoich uczniów, a ich z kolei do Judei, Samarii i aż po krańce świata (Dz 1,8).
Kiedy znajdujesz Boga w swoim życiu, to nie ma takiej siły, która by cię zmusiła do zatrzymania Go tylko dla siebie. Jeśli sam doświadczasz Jego przedziwnej miłości, to zwyczajnie musisz o niej innym opowiadać, inaczej się nie da. Nie da się tej miłości zataić, ukryć, udawać, że jej nie ma.
Jezus mówi też, że nie można kochać Jego, a jednocześnie nienawidzić innych ludzi. To dlatego, że Jego miłość nie jest zaborcza, nie jest zamknięta i skupiona na Nim samym, ale jest dla wszystkich, i wszystkich w Nim jednoczy. Jego miłość przemienia serca i otwiera oczy, i pozwala ujrzeć świat inaczej – spojrzeć na świat przez Jego miłujące oczy i Jego miłujące serce.

 

Środa, 7 marca
Wstanę, po mieście chodzić będę, 
wśród ulic i placów, 
szukać będę ukochanego mej duszy.
(PnP 3,2)

Kiedy wszystko dobrze się układa, kiedy się nam powodzi i nasze plany jeden po drugim się realizują, to czego można chcieć więcej? Kogo można chcieć więcej?
Żeby znaleźć Boga, żeby w ogóle zacząć Go szukać, potrzebna jest jakaś pustka. Zupełnie jak z narodem wybranym: oni wtedy wołali do Boga, wtedy Go wzywali, kiedy doświadczali braku. Wtedy dopiero sobie przypominali o Tym, który zawarł z nimi święte przymierze na Synaju.
Błogosławiony jest czas Wielkiego Postu, bo nam przypomina, że nosimy w sobie ten brak: brak Boga, tęsknotę za Nim, potrzebę, by On był częścią naszego życia. Bez tych czterdziestu dni w roku moglibyśmy łatwo o Nim zapomnieć. Że JEST. Że jest ukochanym mej duszy.

 

Wtorek, 6 marca
Na łożu mym nocą szukałam 
umiłowanego mej duszy, 
szukałam go, lecz nie znalazłam. 
(PnP 3,1)

Komu nie jest znane doświadczenie pustki i osamotnienia? Kto chociaż raz w życiu nie był w takiej sytuacji, że mógł już tylko powtarzać za psalmistą: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie?” Kto nie wie, czym jest noc, tak ciemna, że wydaje się, że już nigdy nie nastanie dzień?
I takie doświadczenia też są w życiu potrzebne. Każde uświadomienie sobie własnej słabości i niewystarczalności zwraca nas do Boga. Gdybyśmy Go nie potrzebowali, bardzo realnie i czasem bardzo pilnie, to byśmy w ogóle Go nie szukali. Paradoksalnie czasem nawet wątpienie w Jego istnienie sprawia, że tym bardziej zaczynamy Go szukać, wśród otaczających nas zewsząd mroków. I dzięki temu właśnie możemy Go znaleźć.
Gdybyśmy nie poszukiwali Boga, to nigdy byśmy Go nie znaleźli. Ale jeśli Go szukamy, to On niezawodnie do nas przyjdzie. Jak przyszedł do szukającej Go Marii Magdaleny w poranek zmartwychwstania, kiedy noc już się wreszcie wypełniła i rozbłysło słońce nowego życia.
Rabbuni!

 

Poniedziałek, 5 marca
Mój miły jest mój, a ja jestem jego (PnP 2,16)

Każda miłość, każda przyjaźń wymaga woli dwóch osób. Dwie osoby tego pragną, i podejmują decyzję, by się do siebie zbliżyć.
„Mój miły jest mój” – to decyzja Boga, by ofiarować siebie i swoją miłość człowiekowi. „A ja jestem jego” – to odpowiedź człowieka, by tę miłość przyjąć i odwzajemnić. Całkowicie w wolności, bez żadnej presji, bez uciekania się do szantażu, bez grania na uczuciach czy poczuciu obowiązku.
To jest właśnie najprzedziwniejsze i najpiękniejsze w Bożej miłości, że nic ani nikt mnie nie przymusza, by na nią zareagować. Ilu ludzi przeżywa całe życie w ogóle bez świadomości, że Bóg ich kocha! I nic się nie dzieje, świat się nie kończy.
Tyle tylko, że miłości Boga nic nie jest w stanie zastąpić. Nie ma dla niej zupełnie żadnego substytutu. Jeśli jej nie będzie w czyimś życiu, to w tym miejscu pozostanie pustka. Prędzej czy później każdy kiedyś na to puste miejsce w sobie natrafi. Każdy ma gdzieś w sobie ukryte pragnienie Boga i Jego miłości. I nigdy nie jest za późno, by to pragnienie wypełnić.

 

Niedziela, 4 marca
Słodki jest twój głos
i twarz pełna wdzięku. (PnP 2,14)

Zakochani wydają się nie dostrzegać świata poza sobą. Jedyny widok, który ich cieszy, to druga osoba, najpiękniejsza ze wszystkich i absolutnie wyjątkowa.
Apostołowie, kiedy przebywali z Jezusem, to też jakby stracili świadomość, że poza Nim istnieje cokolwiek. Ich relacja – cały Nowy Testament – skupia się tylko na Synu Bożym. Nie ma tam żadnych wątków, które w jakiś sposób nie dotyczyłyby Chrystusa. W Ewangelii Mesjasz jest całkowicie na pierwszym miejscu. A przecież Dobrą Nowinę spisali konkretni ludzie, dla których Syn Boży w pewnym momencie ich życia stał się absolutnym centrum świata.
Tak samo i dzisiaj jest możliwe, by Chrystus stawał się najważniejszy w życiu konkretnych, realnych osób. Możliwe jest, by Jego obecność wywierała rzeczywisty wpływ na życie ludzi w dwudziestym pierwszym wieku. Możliwe jest, by poszczególne osoby mocno doświadczały Jego bliskości.
Najgorsze, co możemy zrobić, to zamknąć Syna Bożego samego, w pustym kościele. To przecież On do nas ciągle przychodzi, nie my do Niego, i pragnie być w centrum naszego świata, nie gdzieś na jego obrzeżach. Jak wtedy, w Judei i Galilei, pragnie obchodzić miasta i wioski, docierać wszędzie, gdzie są ludzie, chętni by Go słuchać. I wszystkich obdarzać swoją miłością.

 

Sobota, 3 marca
Ukaż mi swą twarz, 
daj mi usłyszeć swój głos! (PnP 2,14)

Kiedy Jezus rozpoczął publiczną działalność, to nie tylko przemawiał do tłumów, ale też spotykał się z indywidualnymi osobami. Często czytamy w Ewangelii o tym, jak na kogoś spojrzał, dotknął, nazwał po imieniu. Syn Boży nie tylko wypełniał swoją misję, ale w codziennym życiu interesował się człowiekiem: tym, kim jest, co przeżywa, jakie ma problemy.
Na Golgocie zabrakło wielu spośród przyjaciół Jezusa, ale ci, którzy stali pod krzyżem, nie są anonimowi. Są to osoby, których twarze i głosy były bliskie i dobrze znane Synowi Bożemu.
Kiedyś Jezus pytał: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” On każdego, kto tego pragnie, dopuszcza do siebie tak blisko, jakby był Jego najbliższym krewnym. Taką przyjaźń z nami buduje: osobową, indywidualną, twarzą w twarz i na odległość głosu.

 

Piątek, 2 marca
Bo oto minęła już zima, 

deszcz ustał i przeszedł. 
Na ziemi widać już kwiaty, 
nadszedł czas przycinania winnic, 
i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. 
Drzewo figowe wydało zawiązki owoców 
i winne krzewy kwitnące już pachną. 
(PnP 2,11-13)

Księga Pieśni nad Pieśniami odczytywana jest w Święto Paschy, na wiosnę, kiedy przyroda budzi się do życia. I nie tylko przyroda. Wielkanoc również przypada na wiosnę i ta pora roku bardzo dobrze symbolizuje to, co dzieje się z naszym życiem, kiedy Jezus Chrystus, Syn Boży zmartwychwstaje. On zwycięża nie tylko swoją własną śmierć, ale również nas ma moc obudzić z letargu, sprawić, że będziemy żyć naprawdę, pełnią życia, a nie tylko egzystować.
Mesjasz tego właśnie dla nas pragnie: byśmy mieli życie i mieli je w obfitości. By nasze życie nie było ponurą i jałową zimą, ale piękną, tryskającą energią wiosną. By nie było tylko ciągłym oczekiwaniem na lepsze jutro, ale by już tu i teraz, w takich okolicznościach, jakie akurat się nadarzają, stawało się pełne, dobre, prawdziwe. Nawet jeśli jest trudne i pod górę, to może być obfite – Jego obfitością. Syn Boży ma moc przemieniać każde doświadczenie w odkrywanie Boga i Jego miłości a przez to – odkrywanie samego siebie, i przeżywanie prawdziwego szczęścia, niezależnie od tego, co dzieje się na zewnątrz.

 

Czwartek, 1 marca
Miły mój odzywa się 
i mówi do mnie: 
«Powstań, przyjaciółko ma, 
piękna ma, i pójdź!
 (PnP 2,10)

Jezus przychodzi na świat po to, aby wszystko zmienić, uczynić nowym. Jego czas jest bardzo dynamiczny – wymaga działania. Po chrzcie w Jordanie i czterdziestodniowym pobycie na pustyni Mesjasz wzywa do takiego działania: Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! (Mk 1,15) Potem powołuje swoich uczniów, mówiąc im: chodź za Mną.
Powstań i pójdź! Nawracaj się i wierz!
Tu nie chodzi tylko o jednorazową czynność, ale o całe życie: stale powstawaj, podążaj za Chrystusem, nawracaj się i wierz. To jest właśnie miłość Jezusa! Nie jest tylko chwilową przygodą, epizodem, jednym z wielu w bogatym życiu. Jego miłość to odkrycie tego, czym życie człowieka naprawdę jest, w najgłębszej istocie. W Nim, w Jego miłości jest twoja pełnia i sens twojego istnienia.
A więc powstań i pójdź!

 

Środa, 28 lutego
Cicho! Ukochany mój! 
Oto on! Oto nadchodzi! 
(PnP 2,8)

Wielki Post to dobry czas na wyciszenie. Każdy z nas potrzebuje takiego czasu, by trochę zwolnić, wygłuszyć natłok myśli. Kiedy spodziewamy się gościa, to nasłuchujemy, czy już może nie nadchodzi.
I tak samo teraz, potrzebujemy ciszy, by móc w niej usłyszeć kroki zbliżającego się Zbawiciela. Potrzebujemy wielkopostnego wyciszenia, po to, żeby poranek zmartwychwstania nie okazał się potem dla nas zaskoczeniem.
Cisza oczekiwania na Zmartwychwstałego jest przepiękna. Może się w niej wydarzyć wiele przedziwnych doświadczeń. To jest nasz czas przebywania z Jezusem, u Jego boku, całkiem tak, jak kiedyś Jego uczniowie.
Zupełnie inaczej jest, kiedy zmartwychwstaje twój najlepszy Przyjaciel, zupełnie inaczej będziesz to przeżywał niż jeśli posłyszysz, że z grobu powstał ktoś, kto w sumie jest ci raczej obcy i obojętny.

 

Wtorek, 27 lutego
Wprowadził mnie do domu wina
(PnP 2,4)

Jezus wprowadza cię do swego domu. Nie tylko jednorazowo, kiedy już miną twoje dni tu na ziemi i przyjdzie pora przenieść się do życia wiecznego – nie tylko wtedy przyjdzie po ciebie i wprowadzi do domu Ojca, w którym jest mieszkań wiele.
Już teraz, każdego dnia, krok po kroku, prowadzi cię do siebie. Jeśli tylko tego pragniesz, jeśli Go szukasz, On daje ci się poznać, coraz bliżej i głębiej. Przyjaźń z Jezusem nigdy się nie nudzi, ponieważ każde kolejne spotkanie z Nim jest jeszcze piękniejsze, jeszcze bardziej niesamowite, jeszcze niezwyklejsze niż poprzednie.
I teraz jest właśnie ten czas upragniony – czas wkraczania do domu samego Boga, i do serca Jego umiłowanego Syna. Wielki Post to przede wszystkim ogromna łaska, bo możesz ten czas wykorzystać na to, by się wyciszyć, zrobić więcej miejsca w swoim życiu dla Niego. A wtedy odkryjesz, jaki jest cudowny i przedziwny. I jak wspaniale przemienia twoje życie, by było pełne i prawdziwe.

 

Poniedziałek, 26 lutego
W upragnionym jego cieniuusiadłam. (PnP 2,3)

Każdy wie, czym jest cień w upalny dzień, jak bardzo dobrze jest się w nim schronić przed niemiłosiernym słońcem.
Bardzo dobrze jest też schronić się w Chrystusowym cieniu, odpocząć przy Jego sercu, na chwilę odetchnąć od codziennych zmartwień i problemów. Dobrze jest się nawrócić, czyli zmienić sposób myślenia – nie rozważać tylko na okrągło własnego życia, ale pozwolić, by On sobą wypełnił twoje serce i umysł, by cię całkowicie pochłonął, tak, byś o sobie zupełnie zapomniał.
To ogromna łaska, móc w Wielkim Poście rozważać Mękę Chrystusa, zamiast ciągle tylko roztrząsać własne zmagania z życiem. Nie chodzi o to, żeby uciekać od problemów, ale żeby zmienić perspektywę. Odpocząć w cieniu Syna Bożego. Naprawdę, to największe szczęście, zapomnieć o sobie i pozwolić, by On w tobie BYŁ, tak po prostu. To najcudowniejsze na-wrócenie, jeśli się wie, do Kogo się wraca, i że w Nim jest pokój, radość, i szczęście. I życie.

 

Niedziela, 25 lutego
Jak lilia pośród cierni (PnP 2,2)

Bóg jest cierpliwy w swojej miłości do człowieka. Czeka, kiedy człowiek będzie gotowy ją przyjąć, i rozkwitnąć, jak najpiękniejsza lilia. On zawsze widzi w tobie lilię, nawet, jeśli tobie się wydaje, że otaczają cię same ciernie.
Jezus szedł na Golgotę z koroną cierniową na głowie. Przy każdym najdrobniejszym ruchu kolce musiały zadawać Mu okropny ból. On jednak ich nie widział – nie miał przed oczami tych cierni, ale człowieka, którego tak bardzo umiłował, że aż po śmierć.
Nawet jeśli nikt inny wydaje się tego nie dostrzegać, nawet jeśli ty sam w to nie wierzysz, to On zawsze widzi w tobie twoje prawdziwe piękno. Jak lilię pośród cierni.

 

Sobota, 24 lutego
Zaiste piękny jesteś, miły mój, 
o jakże uroczy! 
(PnP 1,16)

Jezus jest piękny i odważny, i bardzo wolny. Całkowicie i doskonale wolny, na tym swoim krzyżu. Zwłaszcza tam! Kto się nie przelęknie tego Jego przedziwnego piękna, innego niż takie, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, ten będzie miał udział w Jego prawdziwym życiu.
Umiłowany uczeń opierał głowę na piersi Jezusa w wieczerniku, kiedy wszystko było jeszcze bezpieczne i w miarę takie, jak zwykle.
A czy ty chciałbyś teraz oprzeć swoją głowę na Jego piersi, kiedy On tam, na Golgocie, umiera na krzyżu? O jakże jest piękny i uroczy, Miły mój!

 

Piątek, 23 lutego
O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, 
jak piękna
(PnP 1,15)

Wszystka piękna jesteś przyjaciółko moja, a zmaza pierworodna nigdy w Tobie nie postała (Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP)

Miłość, prawdziwa miłość, wydobywa z człowieka piękno. Osoba pokochana taką, jaką jest, rozkwita jak najcudowniejszy kwiat, zachwycając wszystkich, którzy na nią spojrzą, swym urokiem.
Tak jest właśnie z Bożą miłością, że wydobywa z człowieka to, co w nim najpiękniejsze, najlepsze, najprawdziwsze. Jak z Matką Bożą. Czy można nie zachwycać się Jej siłą, czystością, niezłomnością? Czy można inaczej wytłumaczyć Jej przedziwną moc niż tym, że jest całkowicie i doskonale przeniknięta miłością swego Syna?
Jezus uzdrawiał wielu chorych na ciele i na duszy, nie tylko po to, żeby żyło im się lżej, ale też po to, by mogli dostrzec, że jest w nich coś więcej niż tylko choroba. Że są piękni. I że są kochani. Są umiłowanymi dziećmi Boga. Jak i my wszyscy. Jak ty i ja.
I On też jest piękny, Jezus Chrystus, Syn Boży, Mesjasz. Kiedy na nas spogląda ze swojego krzyża.

 

Czwartek, 22 lutego
Abym się nie błąkała (PnP 1,7)

Ile czasu tracimy w życiu na rzeczy, które nie mają najmniejszego znaczenia? Zwłaszcza we współczesnym świecie jest tyle przyjemności i udogodnień, tyle sposobów, by zająć sobie czas, że można się w tym zupełnie zabłąkać, zapomnieć, w jakim kierunku zmierzamy i po co. Można całe życie kręcić się w kółko, wokół spraw, które całkowicie angażują nasz czas i uwagę, ale nie prowadzą donikąd – tylko do punktu wyjścia, jak każdy okrąg.
Nie ma innej opcji: bez Boga, Tego, który nas stworzył i dał nam życie, nigdy nie będziemy pełni. Choćby nie wiem jak nasze życie było pełne sukcesów i satysfakcjonujące. Bez Niego, bez naszego wzroku skierowanego na Boga i naszych kroków podążających Jego śladami, zawsze będziemy się tylko błąkać, w pustce i chaosie. Choćby najprzyjemniejszym i najdogodniejszym. Bez Boga i Jego miłości to nigdy nie będzie naprawdę.

 

Środa, 21 lutego
O ty, którego miłuje dusza moja (PnP 1,7)

Przenieśmy się na Golgotę. Na krzyżu wisi Jezus, w agonii. Pod krzyżem zaś stoi Jego Matka i kilka innych niewiast oraz umiłowany uczeń. Co mogą zrobić teraz, kiedy On umiera? Jego śmierć jest nieodwołalna i nieunikniona. A oni tak bardzo Go umiłowali.
W takiej chwili można już tylko miłować duszą.
Przypatrzmy się tej scenie, bo jest bardzo ważna. Jesteśmy świadkami prawdziwej miłości, tej, której nie może położyć kresu nawet śmierć. W tych momentach, kiedy można już tyko miłować duszą, okazuje się czy kochamy naprawdę, czy tylko dla siebie.
Jeśli kochamy naprawdę, jeśli miłujemy duszą, to zawsze będzie jakiś ciąg dalszy. Nawet, kiedy wydaje się, że to już absolutny koniec. Jak wtedy na Golgocie.

 

Wtorek, 20 lutego
Jakże słusznie cię miłują! 
(PnP 1,4)

W wieczerniku, na parę godzin przed Męką, Jezus mówił uczniom, aby miłowali się wzajemnie tak, jak On ich umiłował. I jeszcze, że umiłował ich tak, jak Jego samego umiłował Ojciec. I aby trwali w Jego miłości (J 15,1-17).
W jaki sposób Jezus uwiarygodnia swoją miłość? Otóż: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (15,13). To jest Jego wybór, Jego decyzja. Podjęta nie z przymusu, nie pod presją, nie z obowiązku. Ale z miłości.
To jest właśnie prawdziwa miłość, gdy ktoś ODDAJE.
Jeśli ktoś chce ci coś zabrać z ciebie, to nie jest żadna miłość. Dopiero ten, kto siebie oddaje, świadomie i dobrowolnie, ma w sobie miłość, która nie może nie zostać zauważona, i odwzajemniona. Tak właśnie Jezus nakazuje swoim uczniom, by się miłowali. Miłością, która w wolności ludzkiego wyboru mocno zapuszcza swoje korzenie w Bogu, i z Niego czerpie siłę.

 

Poniedziałek, 19 lutego
I sławić twą miłość nad wino (PnP 1,4)

Po swoim zmartwychwstaniu Jezus nakazał uczniom, aby byli Jego świadkami „w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). I tak się stało. Apostołowie rozeszli się po całym świecie i wszędzie, dokąd dotarli, głosili wielką i przedziwną miłość Syna Bożego.
Ale też i nie mogło być inaczej. Z Jezusową miłością już tak jest, że każdy, kto jej doświadczy, nie może o niej nie mówić. Nie może nie wysławiać tej miłości nad wszystko inne.
Miłość Jezusa nie jest zaborcza, ale udziela się i pomnaża. I też nie można jej zatrzymać tylko dla siebie. Bo kto z ludzi miałby tak wielkie serce, by w nim zmieścić ogrom Bożej miłości?
Nie można o tym zapomnieć i teraz, kiedy przeżywamy Wielki Post. To jest czas szczególnej kontemplacji potęgi, mocy i piękna miłości, jaką Bóg w swoim Synu obdarzył każdego człowieka. Każdego z nas. Ciebie i mnie.

 

Niedziela, 18 lutego
Cieszyć się będziemy i weselić tobą. (PnP 1,4)

Pewnego razu do Jezusa przyszli uczniowie Jana Chrzciciela z pytaniem, dlaczego oni i faryzeusze dużo poszczą, natomiast Jego uczniowie postów nie zachowują. Syn Boży odpowiedział im pytaniem na pytanie: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi?” (Mt 9,14-15)
To On, Jezus Chrystus, Syn Boży, jest panem młodym, który przychodzi do oblubienicy, by ją poślubić i zabrać ją do swego domu. Kiedy to się wypełnia, oblubienica „cieszy się i weseli” swoim oblubieńcem. Te zaślubiny to najszczęśliwszy moment w jej życiu, jakże więc mogłaby smucić się i pościć.
A my, jak moglibyśmy być smutni, wiedząc, że czeka na nas wesele w królestwie Bożym? Ale, co ważniejsze, my już zostaliśmy zaślubieni. Jezus Chrystus, Syn Boży, już nas nabył za wielką cenę, już nas wykupił swoją własną krwią, już nas zbawił. To wszystko już się wypełniło, możemy więc cieszyć się i weselić naszym Zbawicielem.

 

Sobota, 17 lutego
Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty! (PnP 1,4)

W Janowej Ewangelii czytamy, że dwaj uczniowie Jana Chrzciciela, zobaczywszy przechodzącego Jezusa, poszli za Nim. Pierwsze słowa, jakie do Niego skierowali, brzmiały: „Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” (J 1,38). Jezus zaprosił ich, by poszli za Nim „i tego dnia pozostali u Niego” (1,39).
Przebywanie z kimś w jego domu oznacza bliskość relacji. Kto może wchodzić do prywatnych komnat królewskich, jeśli nie rodzina króla i jego najbliżsi, najbardziej zaufani towarzysze? Obcy nie mają tam wstępu.
Tymczasem Jezus każdego z nas osobiście zaprasza do samego środka swojego królestwa! Przypomnij sobie scenę śmierci Syna Bożego na krzyżu. W tym samym czasie, kiedy Jezus oddawał ducha, „zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół” (Mt 27,51). Zasłona ta odgraniczała część świątyni dostępną dla wiernych od miejsca Bożej Obecności, do którego wstęp mieli tylko kapłani. Bóg był oddzielony od swego ludu. Jego dzieci nie mogły przychodzić do Jego mieszkania.
Tymczasem Jezus szeroko otwiera drzwi domu swego Ojca i wszystkich zaprasza do środka. Jak ojciec syna marnotrawnego, wita nas powracających z wielką radością, przyodziewa w piękne szaty i prowadzi do środka, gdzie czeka już na nas wspaniała uczta.
Pomyśl tylko: ten Post jest dla ciebie podróżą do królewskiego pałacu,  u którego bram już stoi Syn Boży, by cię wprowadzić do samego środka.

 

Piątek, 16 lutego
Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! (PnP 1,3)

Jeśli istnieją podobieństwa łączące osoby, do których życia wkracza Bóg, to jednym z nich na pewno jest pośpiech. Maryja, po rozmowie z aniołem, wybrała się i poszła z pośpiechem w góry (Łk 1, 39). Apostołowie powoływani przez Jezusa „natychmiast” zostawiali wszystko i szli za Nim.
Odpowiedź na miłość – objawiającą człowiekowi swoją prawdę i piękno – może być tylko natychmiastowa. W spotkaniu z miłością w najczystszej postaci, jaką jest Bóg, nie ma miejsca na zastanawianie. Na rozważanie za i przeciw: warto na ten Głos odpowiedzieć czy nie warto. Na to zupełnie nie ma miejsca w miłości.
Kiedy naprawdę spotykam Boga, kiedy On przychodzi do mego serca, daje mi się poznać, to od razu wiem, że to właśnie On. Mój Stwórca. Ten, bez którego moje życie nigdy nie będzie pełne. Ten, który wszystko rozjaśnia i wszystkiemu nadaje sens. Mój początek i mój koniec.
I jeśli On, mój Bóg, pociąga mnie za sobą, to przecież dokąd mogę pójść? Pobiegnę za Nim. Natychmiast.

 

Czwartek, 15 lutego
Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust! 
Bo miłość twa przedniejsza od wina.
(PnP 1,2)

W Ewangelii Jana, w części opisującej wydarzenia bezpośrednio poprzedzające Jezusową Pasję, możemy znaleźć opisy zażyłości i fizycznej bliskości pomiędzy Nauczycielem a Jego przyjaciółmi.
Na przykład po śmierci Łazarza, kiedy Maria dowiedziała się, że Jezus przyszedł do Betanii, wyszła Mu na spotkanie i z płaczem upadła Mu do nóg. Na ten widok Mesjasz też wzruszył się i zapłakał, że aż świadkowie tej sceny dziwili się, że tak bardzo miłował zmarłego.
Za jakiś czas, „na sześć dni przed Paschą”, znowu spotykamy Jezusa w domu Łazarza i jego sióstr. Widzimy, jak Maria namaszcza Jezusowi stopy olejkiem, a potem ociera je swoimi włosami.
Później, już podczas Ostatniej Wieczerzy, Jezus umywa nogi uczniom – dłońmi dotykając ich stóp. Z kolei umiłowany uczeń przy stole opiera głowę na piersi Mistrza.
W przyjaźni, w miłości nie może zabraknąć kontaktu. Dotyk ukochanej osoby przywraca siły, pokrzepia, daje nadzieję. Dziecko, by móc się prawidłowo rozwijać, potrzebuje być ciągle dotykane.
A do czego są przyzwyczajone moje dłonie? Do przytulania bliskich osób? Czy może bardziej do stukania w klawiaturę tabletu lub smarftona? Może warto się nad tym zastanowić i nieco zmienić proporcje: częściej po przyjacielsku dotykać innych, a rzadziej sięgać po elektronikę. Przecież każdy z nas potrzebuje miłości, potrzebuje okazywania uczuć. Bez tego obumieramy.

 

Środa, 14 lutego
Pieśń nad Pieśniami Salomona (PnP 1,1)

Najpiękniejszym poematem o miłości kiedykolwiek wyrażonym w ludzkim języku jest bez wątpienia biblijna Pieśń nad Pieśniami. Choć powstała kilka tysięcy lat temu, do dziś nie przestaje poruszać i zadziwiać każdego, kto czyta jej wersy. Mimo że tyle w międzyczasie powiedziano o miłości, i na tyle różnych sposobów próbowano zniekształcić jej prawdziwe piękno.
A jaka z kolei była – wciąż jest – najpiękniejsza, najbardziej dramatyczna, najprawdziwsza i najprzedziwniejsza historia miłości w dziejach całej ludzkości? Czyż nie jest to historia Jezusa z Nazaretu, Mesjasza, Syna Bożego, który przyszedł na świat w ludzkiej postaci, by oddając swoje życie z miłości, odzyskać nasze utracone życie wieczne? Czy zdarzyła się kiedykolwiek większa, bardziej szaleńcza, bardziej zadziwiająca, bardziej wyjątkowa miłość niż ta?
Dlatego ta historia – Jezusa z Nazaretu, którą będziemy przeżywać w Wielkim Poście – zasługuje, by wyrazić ją za pomocą najpiękniejszych słów, jakie kiedykolwiek powiedziano o miłości. Takich, jak słowa Pieśni nad Pieśniami. Każda księga Pisma Świętego jest łącznikiem, przybliża do siebie Boga i człowieka. Pochylmy się więc teraz nad tą szczególną księgą, szukając w niej śladów Jezusowej miłości – do mnie, do ciebie, do każdego człowieka bez wyjątku.

Joanna Czech


Zdjęcia

Pieniny 2018

Pielgrzymka do Fatimy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
35 0.1321918964386