Parafia NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej

Msze Święte w niedziele i święta: 
 8.00

10.00 (suma parafialna)

12.00 (z udziałem dzieci)

18.30

Msze Święte w tygodniu
 7.30

16.00 (w styczniu od pn do pt), w sobotę o 18.00

Sprawy biurowe można załatwić bezpośrednio po każdej Mszy św. zarówno w niedziele jak i w dni powszednie.

Adres:
Marynarki Polskiej 148
80-865 Gdańsk - Zielony Trójkąt
tel. 58 344 72 68

e-mail:

Numer konta:
18 1160 2202 0000 0000 5069 8306

26 listopada 2022

Rozmowa z ks. Wojciechem Langowskim

„PAN BÓG O WSZYSTKO SIĘ ZATROSZCZY”

rozmowa z księdzem Wojciechem Langowskim

 - ojcem duchownym Gdańskiego Seminarium Duchownego

 

Szczęść Boże. Jest Ksiądz jednym z dwóch ojców duchownych w gdańskim seminarium. Czym dla Księdza jest ojcostwo zarówno w wymiarze seminaryjnym jak i kapłańskim?

To jest istota kapłaństwa i coś do czego się dorasta cały czas. Ojcostwo w seminarium polega na towarzyszeniu klerykom w ich drodze ku kapłaństwu. Towarzyszenie to jest często bardzo bliskie i dyskretne, gdyż klerycy otwierają się i mówią odważnie o swoim życiu. Kiedy jest otwarcie i zaufanie, to Pan Bóg może wiele zdziałać. Ojcostwo wiąże się też z ukazywaniem miłości Boga. Dzisiaj jest z tym problem, można o tym wiele mówić, a ktoś tego zupełnie nie potrafi przyjąć, bo ma bolesne wręcz  doświadczenia braku miłości pochodzące z własnej rodziny. Ojcostwo polega też na tym, aby kochać wszystkich, tak jak czyni to Bóg. To jest po ludzku ogromne wyzwanie i wiąże się też z moim ciągłym, codziennym nawracaniem się. Posługa ojca duchownego w seminarium polega również na zwykłym byciu. Nawet jeżeli nie robię tam wielkich rzeczy, to znaczy nie mam jakichś szczególnych spotkań, nie głoszę wyszukanych konferencji czy nie odprawiam wspólnych modlitw, to klerycy mają poczucie, że ten ojciec jest i że zawsze można do niego przyjść. To jest naprawdę bardzo ważne.

Powiedział Ksiądz wprost podczas niedzielnego kazania w naszym kościele, że w dzisiejszych czasach jest ewidentny spadek kapłańskich powołań. Czy powinniśmy zacząć się bać, że za jakiś czas nie będzie kto miał udzielać sakramentów?

Na to pytanie można odpowiedzieć na różne sposoby. Są duchowni, którzy uważają, że w Polsce jest wręcz za dużo kapłanów, to znaczy, że zajmujemy się rzeczami, którymi jako księża nie musielibyśmy się zajmować, co w przyszłości będzie wymagało na poważnie zaangażowania osób świeckich. To byłaby wtedy szansa, aby kapłan odnalazł istotę swojego powołania, swojej posługi. Nie da się ukryć, że wielki wzrost powołań kapłańskich przypadał na czasy pontyfikatu Jana Pawła II, a teraz wracamy do tej „normalności” sprzed tego okresu. Oczywiście, modlitwa o powołania jest zawsze potrzebna. Tak dla porównania: w poprzednim roku na rok przygotowawczy do formacji seminaryjnej, czyli propedeutyczny, zgłosiło się dziesięciu kandydatów, a w tym roku pięciu. Być może będzie taki moment, że nie zgłosi się nikt. Dzisiejszy świat nie pomaga w  rozeznawaniu kapłańskiego powołania i podjęciu odpowiedzialności. Patrząc na to tak obrazowo trzeba przyznać, że woda, w której my pływaliśmy kilkanaście lat temu była o wiele czystsza. Co mam na myśli? Kiedyś nie było tylu niebezpiecznych ideologii, konsumpcyjnego myślenia, nastawienia na siebie i swoje przyjemności, cyfryzacji. To przyczynia się do tego, że człowiek zaczyna inaczej myśleć. Patrząc na te statystyki i myśląc o współczesnym świecie, ja bym się aż  jednak nie bał, bo Pan Bóg o wszystko się zatroszczy.  

Co można zrobić, żeby te relacje rodzinne nie były tak pokaleczone?

Muszę powiedzieć, że kiedy pomyślę, z jakimi wyzwaniami będą musiały się zmierzyć za kilkanaście lat dzisiejsze dzieci, to zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Bycie chrześcijaninem będzie wymagało odważnego wyboru. Widzę, że ogromną pomocą dla małżeństw i rodzin jest wspólnota. Kiedy doświadczają żywej wspólnoty, która się nawraca, a nie spotyka się od akcji do akcji, to ich dzieci widzą jak rodzice się razem modlą, jak sobie przebaczają. Od najbliższych, od rodziców uczą się wtedy postaw wiary. Oczywiście później może być różnie, ponieważ chodzenie do kościoła nie rozwiązuje przyszłościowych dylematów. Pracuję z małżeństwami, towarzyszę im na różny sposób i widzę, jak wygląda rodzinne życie ludzi żywo i odważnie zaangażowanych w życie wspólnoty Kościoła.

Jak Ksiądz rozeznał swoje powołanie?

Miałem bardzo kochających się i kochających nas (mam jeszcze trójkę starszego rodzeństwa) rodziców. To był dom pełen miłości. Nie mieliśmy przed rodzicami żadnych tajemnic. Kiedy powiedziałem rodzicom, że idę do seminarium, to oni mi odpowiedzieli, że oni o tym wiedzą, a przecież nigdy o tym nie rozmawialiśmy. To było związane z tym, że rodzice znali nas bardzo dobrze. I to było fantastyczne. Nigdy nie miałem też problemu z obrazem Boga, którego wizerunek kształtuje się przez dom, a w szczególności przez postawę ojca. Czasami się zastanawiam, dlaczego ja to wszystko mam, a wielu ludzi nie miało normalnego domu. To też jest wielka tajemnica Pana Boga. Zawsze miałem ogromne wsparcie i do tej pory je mam, ze strony mojego taty, który ma 91 lat. Tęsknimy wręcz za sobą. Ja coraz bardziej chcę z nim przebywać, a on ze mną. To dla mnie też jest odkrycie.

Czym dla Księdza jest kapłańskie powołanie? Jak mógłby Ksiądz je zdefiniować?

Bardzo trudne pytanie. Nie mam takiej gotowej odpowiedzi. To jest cały czas coś niesamowicie żywego. Muszę powiedzieć, że jest to ogromna łaska, że w ten sposób mogę żyć, że mogę poznawać Chrystusa, który przeze mnie działa i że mogę jednoczyć się z Nim w tej kapłańskiej posłudze. Mam ogromną świadomość swojego grzechu, i jakim jestem draniem, a okazuje się, że Panu Bogu to nie przeszkadza. Wtedy, kiedy ja się każdego dnia nawracam, to jestem bardzo szczęśliwy. Doświadczam nadmiaru miłości, prawdziwości życia, przez to, że poznaję życie innych i nie mówię tutaj tylko o sakramencie pokuty, tylko też o życiu we wspólnocie. Powołanie jest też niewątpliwie tajemnicą.

Co doradziłby Ksiądz osobom, które w dzisiejszych czasach zastanawiają się nad wyborem kapłańskiej czy zakonnej drogi?

Gdyby zapytać kleryków, jakiego słowa najczęściej używam w seminarium, to jestem przekonany, że wszyscy by powiedzieli: „Odwagi!”. Na pewno trzeba spróbować i rozeznać. Jest bardzo cenna obecność kierownika, przewodnika, towarzysza duchowego.  Istnieją takie miejsca w naszej diecezji, gdzie młodzież spotyka się na np. skrutacji Pisma Świętego (osobistym czytaniu – przyp. red.) i są też katechiści, którzy z nimi wtedy rozmawiają i dzielą się owocami tej lektury. Robi się to we wspólnocie, to znaczy każdy sam skrutuje Pismo święte, ale potem w czasie spotkanie i można ze sobą o tym porozmawiać, tym się podzielić. Historie powołań biblijnych, które są też naszymi osobistymi historiami, mogą również tutaj wiele rozjaśnić. Proponowałbym, żeby poznawać miejsca gdzie żyją osoby konsekrowane czy przyjeżdżać do nas do Oliwy do seminarium  na weekendy powołaniowe. To w praktyce  okazuje  się bardzo pomocne.

A jak dzisiaj mówić innym o Bogu?

Na pewno bardzo pokornie. „Mówić” swoim życiem. Być niepokojącym  znakiem zapytania dla oddalonych od Kościoła. Warto mieć źródło, z którego się czerpie. Myślę, że człowiekowi, który jest zupełnie sam, może tego brakować. Owszem, może intelektualnie odpowiedzieć na wiele pytań, ale może mieć problem z żywym doświadczeniem Boga. Uważam, że najpiękniejszym świadectwem jest miłość do drugiego człowieka i przebaczenie. To nie bierze się z nas samych, tylko to jest działanie Ducha Świętego, który nas do tego uzdalnia. To działanie Chrystusa Zmartwychwstałego. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Barbara Majkowska

 

ks. Proboszcz


Zdjęcia

K. Kiljański - koncert kolęd

Czerwone Gitary - Parafia przy kawie

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
38 0.067924976348877